Wyrzucam z siebie słowa i czuję ulgę...tak zapisuje się moja historia...
<< Maj 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
O mnie
agnieszka2112rs
tam gdzie moje serce....
Słówko o mnie
Przyszłam tu na chwilę, zagościłam na dłużej... wraz ze słowami spływającymi na klawiaturę chyba się tu zadomowiłam...
Zobacz mój profil
Statystyki
Zajrzeli
 
21632
Skreślili słowo
 
2957
Zostali na zawsze
 
19
mój wehikuł czasu :)
Rok 2012
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
685











 
Notki
Polka na wygnaniu... ONA...ON... piątek, 04 maj 2012, 23:11
        Moje podsumowanie i nie pytajcie dlaczego...   
        Ona i On... Żona i Mąż... Razem a jednak osobno... Obok siebie, a jednak daleko... Jego zmieniły pieniądze, ją zmieniła samotność... Słowa Mekjaty --Samotność we dwoje---  jak bardzo bolesne w swej prawdziwości... 

ON: w swym mniemaniu idealny, wszystko wiedzący i wszystko robiący najlepiej 
ONA: z charakteru choleryczka, w domu stawała się anielskim buforem pomiędzy jego złymi humorami, a resztą ludzkości 
ON: zaradny umiejący zatroszczyć się o rodzinę, a przy tym despota chcący mieć nad wszystkim kontrolę 
ONA: bierna w działaniu, pozwoliła sobą manewrować... najgorsze, że nie tylko jemu na to pozwoliła 
ON: nie liczący się z jej zdaniem, skoro on wie lepiej
ONA: zapragnęła niezależności, po części jej się udało... wraz z niezależnością przyszła pewność siebie, a wraz z nią bunt i forsowanie swojego zdania
ON: buntujący się przeciwko jej pewności siebie 
ONA: coraz częściej tupiąca nóżką... zaczęło jej to wchodzić w krew 
ON: coraz bardziej niezadowolony 
ONA: pragnąca kochających ramion do których wracałaby z rozkoszą 
ON: pragnący żony, która wygląda, pachnie i spuszczając oczy grzecznie milczy... 
ONA: dusząca się w stereotypach...
ONA...ON...ONA...ON...itp...itd 
Zaczęli się od siebie oddalać... Właściwie to oddalenie nastąpiło na długo przed tym nim żona zeszła z prostej ścieżki małżeństwa, tylko wtedy jeszcze tego nie dostrzegała... zajęta układaniem swoich codziennych puzelków na właściwych miejscach tak aby wszystko do siebie pasowało i aby wszyscy byli zadowoleni nie widziała, że ta przepaść między nimi powiększa się coraz bardziej, a most łączący dwa brzegi zaczyna trzeszczeć i chwiać się niebezpiecznie... Kiedy odrzuciła swoją bierność na rzecz pewności siebie ten most coraz bardziej rozchybotany zaczynał po kawałku się rozlatywać... 
ONA: postanowiła zawalczyć o siebie, wyjść spod kontroli...
ON: rzucił tekst o rozwodzie ...
ONA: poczuła jak jej język żyje własnym życiem i ze stoickim spokojem mówi << uważaj, bo kiedy kobieta zacznyna mówić o rozwodzie to znaczy, że już dawno odeszła...
To ona miała się wystraszyć, ale to w jego oczach dostrzegła lęk... małe zwycięstwo ? być może... ale właśnie w tej chwili ze wzruszeniem ramion ośmieliła się poczuć, że jest jej dokładnie wszystko jedno...


Polka na wygnaniu... CISZA DZWONI W USZACH.... wtorek, 01 maj 2012, 13:52
            Cicho się zrobiło i tak jakoś pusto. Wczoraj rodzice odlecieli z powrotem do <<ciepłego kraju>> jakim jest teraz Polska. Odwiozłam ich na lotnisko, pomogłam się odprawić, uściski, pomachanie na do widzenia i już ich nie było....
            W domu cisza aż w uszach dzwoni.... A  dopiero co po mieszkaniu roznosił się gwar rozmów plus apetyczny zapach obiadków przygotowywanych przez moją mamę...  a na tarasie rewolucja robiona przez mojego tatę....
Tato człowiek nie potrafiący usiedzieć bezczynnie koniecznie musiał zająć czymś ręce... W obawie aby nie chwycił za jakiś szpadel i nie przekopał terenu wokół bloków zwoziłam mu z centrum ogrodniczego ziemię w workach, donice i rośliny i działał ...... kurcze darmowy ogrodnik i mam teraz ogród na tarasie za który ja sama nie miałam czasu się zabrać ....
           Po powrocie z pracy do domu zawsze był przyjemny gwar i tak jakoś ciepło, rodzinnie... kochająco....
           A teraz ? Cisza... Rodzice wyjechali, pan mąż w delegacji, dzieci zajęte swoimi << ważnymi>> sprawami... i tylko ja i pies siedzimy na tarasie i sami nie wiemy co ze sobą począć....
           A w telewzji informują jak to ciepło teraz w Polsce .... no to wyłączam tv, albo przełączam na inny kanał.... nawet pogoda w Polsce mnie dołuje... Ja tak kocham ciepełko, a w Norwegii ?? no też ciepło 16 stopni upału.... Chociaż dzisiaj ktoś się pomylił i było 24 stopnie w słońcu... więc idziemy  korzystać  z pogody leniuchując w parku....
Polka na wygnaniu... DZIĘKUJĘ :-) wtorek, 24 kwiecień 2012, 21:24
                 Moi Kochani bardzo dziekuję za życzenia.... Na moich urodzinach, hm... oj działo się działo.... ale pst... oj pst. :-)))... Urodziny uczczone i na zawsze zapadną mi w pamięć... moim gościom zresztą też hihihi.... jak szaleć to szaleć z przytupem :-).... 
                 Teraz gdy wracam z pracy objadam się pysznościami, które gotuje dla nas moja mama, a potem obwożę moich rodziców po okolicy... 
                 Jak  moi rodzice wrócą do Polski wtedy znów pojawię się na blogu i pozaglądam do was i ponadrabiam zaległości.... i wtedy poużalam się nad sobą jaka ze mnie osierocona osierotka :-)))....
                 A póki co cieszę się nimi ile się da :-)))....
                 
Polka na wygnaniu... NIESAMOWITY PREZENT :-) sobota, 21 kwiecień 2012, 00:06
          Kosmetyczka zaliczona, twarzyczka jak spod igły :-)... brew wyskubana, rzęs przedłużony, karta kredytowa z lekka nadwyrężona w butikach--- no bo trzeba się prezentować :-))...
          Każde urodziny ma się raz w życiu, no a te okrągłe obchodzi się tak jakoś szczególnie.... no więc jak szaleć to z przytupem, a co !!!...
          A ci mili państwo, którzy dochowali się takiej uroczej córuni jak ja :-)...czyli moi rodzice są niesamowici, wspaniali, szaleni i przekochani...
         Moja mama w piątek zadzwoniła do mnie z życzeniami imieninowymi przy okazji informując, że w sobotę spotkamy się na skypie z okazji moich urodzin ( te dwa święta obchodzę dzień po dniu ) i wypiejmy szampana za moje zdrowie...
         I tak skakałam sobie w kuchni od garnka do misek, od sałatek do pieczeni szykując specyjały na urodzinowy stół coby gości jakoś podjąć...
        Mailem przyszły piękne życzenia od Piotra... niby ciepły promień musnął po sercu, ale na duszy tak jakoś ciężko było...
         I nagle dzwonek do drzwi, a za drzwiami... moi rodzice !!!!!! :-))))).... Przylecieli do mnie na urodziny, a jak się okazało mama dzwoniła do mnie z lotniska w Warszawie, a tak sobie coby ciekawiej było ;-)))...
         Niespodzianka niesamowita... to się dopiero nazywa najwspanialszy prezent.... i będę się nimi cieszyć aż do końca kwietnia :-))).... I od razu na duszy jaśniej :-)...
A dla was wszystkich po kawałku wirtualnego tortu... :-))))
Polka na wygnaniu... ANIOŁ SRTÓŻ WZIĄŁ SOBIE WOLNE... poniedziałek, 16 kwiecień 2012, 13:45
           Ja to mam jakieś zezowate szczęście do dziwnych wypadków, przypadków, zdarzeń....
          Jak nie ja kogoś puknę, to mnie pukną, jak ja czegoś nie zgubię to mi ukradną... I za każdym razem mam nadzieję, że limit pechowych sytuacji mam już wyczerpany... No ale nie.... wciąż dostaję jakieś bonusy, gratisy i dodatkowe pechy do wykorzystania...
          A mój Anioł Stróż ? ten to chyba wziął sobie urlop i zapomniał o tym, że taki urlop się kiedyś kończy.... albo może go zemdliło gdy ugodziła mnie strzała amora i było tak słodko, że wziął nogi za pas, nie mogąc już dłużej słuchać słodkiego gruchania... albo  i sam przygruchał sobie jakąś anielicę coby mu nudno nie było i ma mnie teraz w nosie....
          Tak czy siak, ja wiem że samodzielna ze mnie kobitka, ale taki stróż za plecami to by mi się przydał, chociażby po to aby walnąć mnie przez łeb gdy robię jakąś głupotę, lub pacnąć mnie w plecy gdy pech się zbliża, albo tak jak ostatnio nadepnąć mi w porę na język gdy moje słowa są szybsze niż myśli....
          Chyba za tym moim Aniołem wyślę list gończy, albo dam ogłoszenie, że szukam kogoś odpowiedniego na to stanowisko....
Polka na wygnaniu... MASKI.... piątek, 13 kwiecień 2012, 19:54
        Każdego ranka wklepując w skórę twarzy krem jeszcze 35+ :) jednocześnie zakładam maskę... Maska przykrywa wszystko, emocje, smutek, zagubienie... wątpliwości...
        Maska nr 1-- kobieta szczęśliwa nie wiadomo z jakiego powodu
        Maska nr 2-- kobieta beztroska i mająca wszystko w głębokim poważaniu
        Maska nr 3-- kobieta olewająca wszystko ? wszystkich ?
        Maska nr 4-- kobieta zachwycona nie wiadomo czym...
        Maska nr 5...nr 6...nr 7.......
        Dziś jeden z moich staruszków powiedział do mnie -- Ślicznie pani wygląda, tak promiennie...--- Dziękuję -- odpowiedziałam  i pomyślałam-- to tylko maska. Który to jej numer? Nieważne... ważne, że działa, że zasłania to co ma zasłonić... 
        Wieczorem maska opada, wraz z płatkiem do oczyszczania twarzy ląduje w koszu, odklejony uśmiech wrzucam pomiędzy kosmetyki... niech czeka do następnego dnia...
        W nocy w poduszkę lecą bezgłośne łzy.... nie... teraz już nie lecą, nie mogą... Bo podpuchniętych oczu nie ukryje żadna maska, ona ukrywa tylko emocje targające naszą duszą... Dlatego te łzy są we mnie, drążą moje serce....
         Nic to... kolejny dzień, kolejna maska i do przodu...
         Kiedyś przywdzieję inną maskę... maskę kobiety obojętnej, zimnej, bez serca... Nie poznasz mnie wtedy... I zastanawiając się kim jestem jednocześnie będziesz szukał we mnie tej <<słodkiej perełki>> i << czułej rybki>> którą byłam...  I nawet nie przyjdzie ci do głowy, że ta maska to twoje dzieło....
Polka na wygnaniu... PO ŚWIĄTECZNA RZECZYWISTOŚĆ... wtorek, 10 kwiecień 2012, 21:17
           Wielkie brzuszysko... co tam wielkie... OGROMNE...  Ile też by się w nim mogło zmieścić tych koszyczków ze święconką ??? Takie były moje rozmyślania w kościele :-)... zamiast skupić się na modlitwie ja robiłam obliczenia, bo brzuchol barata Zygmunta jest naprawdę wielkiej pojemności :-).... i nic na to nie poradzę, że nie lubię tego osobnika, bo lubić się go nie da.... ot co...
          I już po świętach ... i dobrze... bo teraz tęsknota jest jakby mniejsza .... w takie świąteczne dni tęskni mi się najbardziej.... ot co....
          A dziś ? dziś powrót do rzeczywistości, zwykłego dnia.... i na dzień dobry nawigacja się na mnie wypięła... No Kaśka, myślę sobie, nie odwalaj mi numerów, święta się skończyły czas do roboty.... A ona nic tylko przez dwie godziny oczekiwała na <<prawidłowy sygnał GPS>>.... oczekiwała i oczekiwała i się nie doczekała, a ja razem z nią.... 
          Z nosem w mapie jeździłam i liczyłam skrzyżowania, przecznice, ronda aby trafić do celu... a to nie lada wyczyn dla mnie, bo ja w topografii jestem najbardziej kiepska z kiepskich.... 
          A teraz nie mogłam się powstrzymać aby nie wstawić zdjęcia mojego obrażonego Ołówka.  Zrobiła je moja córka w momencie kiedy się na mnie dąsał i nawet spojrzeć nie chciał w moją stronę. Obraził się do tego stopnia, że na każdą próbę pogłaskania go po łepetynie on zręcznie robił uniki coby nie głaskać pana obrażonego lorda :-)... jak obraza to obraza...
          A obraził się na mnie dlatego, że nie pozwoliłam mu zjeść krewetki, która wypadła mi z zamrażarki... A on najbardziej takie lubi, w czerwonych skorupkach, z odnóżkami, wąsikami i takie woniejące nieszczególnie.... Nie pozwoliłam, bo potem mu z paszczy jedzie niesypamtycznie :-), a on taki jakiś całuśmy się ostatno zrobił i z jęzorem do nas startuje :-)...

Polka na wygnaniu... OT TAK PO PROSTU... sobota, 07 kwiecień 2012, 23:08
         Moi Kochani dziękuję Wam za życzenia...
         Wciąż w biegu i wciąż w otoczeniu absurdalnych słów i jałowych dyskusji nie mam czasu na pisanie, ale mimo to  wszystkim razem i każdemu z osobna chciałabym złożyć życzenia z okazji tych Świąt Wielkanocnych... aby upłynęły Wam one w radosnej, świątecznej i szczęśliwej atmosferze w gronie najbliższych wam osób i aby te radosne chwile na długo w Was pozostały...
        Spokoju w sercu i radości w duszy dla Was wszystkich, uśmiechu na twarzy i radosnego śmiechu aż do łez na codzień...  Mokry niech będzie dyngus, a nie Wasze oczy... i .... bądźcie tu zawsze.. ot tak po prostu. Z wami jest mi raźniej...
         Buziaki dla Was wszystkich....
         No i kurcze ... popłakałam się... niech to ....
Polka na wygnaniu... PO REANIMACJI... poniedziałek, 02 kwiecień 2012, 21:07
           Reanimacja chyba zakończona sukcesem... tak mi się wydaje,  bo jakoś teraz jestem bardziej podobna do ludzia w kobiecym wydaniu....  
          Włos podcięty, lżejszy, z pięknie połyskującym nowym kolorkiem...  Cera również odświeżona, delikatna, promieniejąca....  zatuszowane ślady zmęczenia...  ślady zniechęcenia muszę ukrywać sama....
           Po niedzieli jeszcze pazurki i << będę zrobiona>> od stóp do głów... A co sobie będę żałować....  Ech nie ma to jak być kobietą :-)....
           Żeby się tak jeszcze dało zabrać gdzieś serce na jakąś reanimację, opreację, zabieg... skrobakę... ?
           Sama za cholerę nie potrafię.... a może za mało się staram....
           Oj babo, babo i na co ci to było ?...  a może się zahibernować i obudzić się za jakiś czas gdy już wszystko zobojętnieje i będzie mi zwisać ?
           Eeee nieee... szkoda mi na to życia....
Polka na wygnaniu... ZWŁOKI.... piątek, 30 marzec 2012, 21:26
             Dziś stało się coś dziwnego....
             Jakieś zwłoki zwlekły się z łóżka... jakieś zwłoki wsiadły do samochodu.... jakieś zwłoki pojechały do pracy...  A mnie wciąż z tyłu głowy kołatała się myśl, że te zwłoki są mi dziwnie znajome.... 
             Zwłoki odbębniły pracę, po drodze złapały gumę za sprawą gwoździa, który na szczęście nie okazał się tym przysłowiowym gwoździem do trumny...zrobiły zakupy i jakoś dowlokły się do domu... Skąd ja te zwłoki znam ? ta myśl nie dawała mi spokoju....
             Zwłoki stanęły przed lustrem i spojrzały w jego gładką taflę i... BINGO !!! zagadka rozwiązana... Te zwłoki to ja :-))...
             Jutro jadę je reanimować do kosmetyczki i do fryzjera.... jak się zreanimuję to pociekam i pobroję na blogach...
             Dziś nawet myślenie mnie boli....

Zobacz serwisy INTERIA.PL